
Nie jesteś „zbyt wrażliwa”.
25 maja, 2026
Ślad w sercu na dłużej niż jedno spotkanie
31 maja, 2026Mój pierwszy krok: Kiedy marzenia stają się rzeczywistością
Są marzenia, które dojrzewają w nas latami. I są takie momenty, kiedy nagle orientujesz się, że właśnie się spełniają.
Mój pierwszy dzień na Camino rozpoczął się bardzo wcześnie rano w Rzeszowie. Lot do Porto, niesamowite emocje, ekscytacja… a chwilę po wylądowaniu — bez dłuższego zastanawiania się — ruszyłam na szlak. Dokładnie o 12:12. Zupełnie jakby Wszechświat mrugnął do mnie okiem.
Po może dwóch kilometrach zobaczyłam tabliczkę: Santiago de Compostela — 258 km.
„Ja naprawdę to robię.”
I wtedy to do mnie dotarło naprawdę. Szłam z pełnym bagażem. Dosłownie i symbolicznie. Dwa plecaki na ramionach, ciężar na plecach, a jednocześnie lekkość w sercu, której nie da się opisać słowami.
Byłam podekscytowana jak mała dziewczynka. Radosna. Wzruszona. I wciąż trochę nie dowierzałam, że właśnie rozpoczynam samotną podróż wzdłuż pięknego wybrzeża Portugalii i Hiszpanii. Moją własną drogę Camino.
Wiedziałam, że to nie będzie tylko zwykła wyprawa. To miała być podróż duchowa. Spotkanie ze sobą. Ciszą. Naturą. Własnym sercem. Przygotowałam starannie intencje na każdy dzień.
Ale Camino bardzo szybko pokazało mi coś ważnego — życie i droga nie zawsze dają nam to, czego oczekujemy… dają nam dokładnie to, czego potrzebujemy.
I właśnie dlatego każdego kolejnego dnia wyruszałam już bez oczekiwań. Z otwartością. Z ogromną wdzięcznością. Z ekscytacją dziecka, które nie wie jeszcze, co zobaczy za kolejnym zakrętem.
Camino zaczęło mnie uczyć od pierwszego kroku.



